Lisy w natarciu!

Analogii do sezonu 15/16 moglibyśmy szukać bez końca. Nie ma co się dziwić, bo była to najlepsza kampania w historii Lisów, a wszystko wskazuje na to, że obecna będzie druga w tej klasyfikacji. Chociaż kto wie, w futbolu może zdarzyć się absolutnie wszystko, a Liverpool lubi sobie od czasu do czasu roztrwonić przewagę. Nie będę zajmował się za bardzo walką o mistrzostwo, bo nie ma to raczej większego sensu. Zajmę się za to całą kolejną romantyczną, w piłkarskim sensie tego słowa, historią serwowaną przez Leicester.

Zacznijmy jednak od tych analogii…

Po pierwsze zawodnicy z King Power Stadium przypomnieli sobie jak grać w piłkę, tak jak w pamiętnych latach 15/16. Co dalej? Niesamowity Jamie Vardy. Obecnie ma już na koncie aż 16 trafień w lidze i rzecz jasna prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelców Premier League. Anglik ma szansę na pobicie własnego rekordu: co najmniej 1 bramka w 11 kolejnych spotkaniach ligowych. W tym momencie ma na koncie 8 takich meczów, a drużyna 8 wygranych z rzędu. Niesamowicie solidny Schmeichel w bramce jest kolejnym elementem naszej układanki. Duńczyk w sezonie 15/16 był najlepszy na swojej pozycji w Anglii i teraz jest podobnie. Na pewno łapie się na podium, a ja osobiście umieściłbym go na najwyższym stopniu pudła. Defensywa także była dość mocnym ogniwem tamtej drużyny, ale nie aż tak jak teraz. Kwartet Pereira-Soyuncu-Evans-Chilwell są po prostu lepsi niż Simpson-Huth-Morgan-Fuchs. Solidny defensywny pomocnik? Jest! Mimo wszystko Kante z tamtego okresu typowałbym na lepszego piłkarza niż Ndidi, chociaż Nigeryjczyk również świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków. 35 punktów po 16 kolejkach wtedy, 38 oczek teraz. Wszystko fajnie, tylko obecnie Lisy mierzą się z mocniejszymi rywalami!

via Flashscore, skład z meczu z Manchesterem Utd. 28.11.15
via Flashscore, skład z meczu z Evertonem 1.12.19


Wróćmy do teraźniejszości

Tak jak wspomniałem, obecnie Leicester ma lepszych rywali. Premier League zawsze było wyrównane, ale to na teraz przypada ponowny rozkwit świetności ligi angielskiej, w końcu 4 wyspiarskie zespoły kolejno w finale Ligi Mistrzów i Ligi Europy, jednak o czymś świadczą! W sezonie 15/16 6. lokatę zajęło Southampton (!), Liverpool był na miejscu numer 8, a Chelsea zamknęła pierwszą 10. Była to bardzo specyficzna kampania. Nie było hegemona. Albo 2, tak jak teraz. Nie zrozumcie mnie źle, mistrzostwo było przeogromnym, niesamowitym wyczynem, ale teraz jest na to relatywnie mniejsza szansa. Nic nie odejmując lidze w tamtym czasie. Uwielbiam mistrzowską historię Leicester i napawam się tym co prezentują teraz. Ten zespół, można powiedzieć, że został do tego stworzony – do delektowania się futbolem i jego wspaniałymi opowieściami.

Krótki przerywnik dla miłośników Fantasy Premier League

Vardy już za 10 baniek, ale bez niego osiąganie wyników lepszych od rywali może być dość ciężkie. 11 bramek w 8 ostatnich meczach, do tego kilka asyst. Kapitan wręcz idealny. Bez blanka także od 8 spotkań. Tak wygląda to w punktach:

Kto dalej? Każdy oprócz defensywnych pomocników w zasadzie się nadaje. Osobiście, Leicester mam potrojone: Vardy, Maddison i Chilwell i jestem z tego bardzo zadowolony, chociaż pozycja angielskiego pomocnika wisiała na włosku, ale uratował się 2 asystami w ostatnim spotkaniu. Pereira, Soyuncu, Evans i Schmeichel też jak najbardziej są dobrym wyborem. Te magiczne wręcz 8 spotkań, to także 5 czystych kont, czyli 62,5%! Grzech nie mieć żadnego defensora Leicester. Żebyście mieli ogląd na sytuację:

via Flashscore

Podwojenie wydaje się być schematem. Osobiście polecam potrojenie. Shortlista: Vardy 10.0, cała obrona + Schmeichel 5.4: Soyuncu i Evans 5.1, Chilwell 5.8, Pereira 6.5,  Maddison 7.7, Tielemans 6.6. Warto monitorować Iheanacho jako tanią opcję.

via Premierleague.com

Wracamy do spraw mniej ważnych

Szanujmy się, Fantasy jest najważniejsze (tak, to ironia.). W każdym razie, wróćmy z wirtualnych boisk na te realne. Brendan Rodgers przedłużył umowę z klubem z King Power Stadium i jest to zdecydowanie najważniejsza informacja w angielskim futbolu, w minionym tygodniu. Trener pochodzący z Irlandii Północnej poukładał wszystko tak jak trzeba. Jest najważniejszym architektem sukcesu, który odnosi obecnie Leicester. Dał się już poznać w Liverpoolu, później przyszedł czas na Celtic,  a od poprzedniego sezonu odpowiada za powrót Lisów na angielskie salony. Systematyzacja gry w obronie, to główny element puzzli o nazwie Leicester. Mistrz Anglii z sezonu 15/16 stracił jak do tej pory (po 16 kolejkach) zaledwie 10 bramek! Drugi w tej klasyfikacji jest Liverpool – 14 i później, dość sensacyjnie, Sheffield United – 16. Daje nam to około 0.63 straconej bramki na mecz przez kompanię Irlandczyka. Z zespołów Big Six, Lisy nie grały tylko z Manchesterem City, tym bardziej 10 goli wpuszczonych przez Schmeichela brzmi fenomenalnie. Bilans 39:10, bilans najlepszy w lidze, 2.43 zdobyte bramki na mecz. Wszystko jednak sprowadza się do 1 słowa – drużyna. Wszystko się zazębia, zawodnicy rozumieją się na boisku i pewnie także poza nim. Co ja będę się więcej rozpływał, polecam każdemu oglądanie spotkań zespołu z King Power Stadium!

via Eurosport.co.uk

 

Podopieczni Rodgersa są naprawdę świetni. 2. miejsce w Premier League, prawie na półmetku rozgrywek, to ogromny wyczyn, dla zespołu, który względem największych potencjał finansowy i jeśli chodzi o skład, ma sporo mniejszy. Spieszmy się kochać Leicester i ogólnie rzecz biorą, takie historie, bo w obecnym futbolu na najwyższym poziomie jest ich jak na lekarstwo. Jestem prawie pewien, że o tej brygadzie znowu przyjdzie mi pisać już niedługo…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *