Angielski renesans w Europie

Aż cztery angielskie zespoły zdołały zakwalifikować się do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, cztery, czyli połowa wszystkich, które w tej fazie zagrają. Dla porównania: w zeszłym roku w 1/4 finału zagrały dwa zespoły z Wysp, które w dodatku spotkały się w tej fazie rozgrywek, a w dwóch poprzednich sezonach w ćwierćfinale gościł jeden zespół.

Wróćmy jednak to bieżącego sezonu. Pojedynki Tottenhamu i Manchesteru City były  łatwe dla drużyn z Wielkiej Brytanii. Bayern też nie postawił Liverpoolowi trudnych warunków. Jednak to, co zrobił Manchester United, jest… w zasadzie normalne jak na standardy tegorocznej edycji Champions League. Oczywiście się śmieję, był to wielki mecz Czerwonych Diabłów i tego odebrać im nie można. 3:1 na Parc des Princes? Naprawdę świetny rezultat! Nie zapominajmy, że na gościach ciążyła ogromna presja w postaci 0:2 u siebie, trzy tygodnie wcześniej. Dodatkowo, w Paryżu zagrać nie mogło kilku podstawowych lub ważnych rezerwowych zawodników, na przykład Lingard, Matić, czy absolutnie kluczowy Pogba. Pomoc i skrzydła zespołu wyglądały tak: Mc Tominay, Fred, Young i  Andreas Pereira. Wszyscy są rezerwowymi i może poza Youngiem, grają sporadycznie. Chciałbym na moment pochylić się nad napastnikami United – Lukaku i Rashfordem. Pierwszy z nich zapakował dwie bramki, co jak na Belga, w ostatnim czasie, nie jest niczym standardowym. Były zawodnik Evertonu przeżywa przemianę, w samego siebie z najlepszych czasów. Rashford… Podszedł do jedenastki w 94′ minucie i z zimną krwią pokonał bramkarską legendę, Buffona. Trzeba mieć jaja! Zwłaszcza, gdy twoja przygoda, tak naprawdę, dopiero się zaczyna. Wiem, że Anglik gra już jakiś czas na najwyższym poziomie, że był na największej piłkarskiej imprezie, jaką jest Mundial, ale wciąż ma tylko 21 lat! Można powiedzieć, że bramki nie były spektakularne, że drużyna z Old Trafford miała trochę szczęścia, ale szczęście sprzyja lepszym! PSG, przepraszam wszystkich fanów paryżan, pokazali, że w Lidze Mistrzów lubią być frajerami.

Nie samą Ligą Mistrzów człowiek żyje! Jest jeszcze ta, traktowana po macoszemu, Liga Europy, w której mamy dwa angielskie zespoły – Chelsea i Arsenal! W sumie mamy już sześć drużyn z Wysp w ćwierćfinałach europejskich rozgrywek. Gdyby istniało jeszcze Intertoto, mielibyśmy ich jeszcze więcej… Nie wyolbrzymiając, jak zrobiłem to przed chwilą, te sześć klubów na tym etapie rozgrywek w dwóch pucharach, to naprawdę genialny wynik! Do niedawna były to może razem dwa zespoły w obu rozgrywkach. Angielski futbol był w sporym dołku. Oczywiście w perspektywie europejskiej, bo sama Premier League nigdy nie zawodzi i moim skromny zdaniem, świetnie się ją ogląda. Wróćmy jednak do dawnego Pucharu UEFA. Zacznijmy od The Gunners. Zupełnie normalny jak na ten rok comeback z 1:3 na 4:3. Łatwo. Ten sezon jest niesamowity! Chelsea dla równowagi przeszła Dinamo Kijów bez problemu, aż 8:0 w dwumeczu!

Pobawmy się trochę w przewidywanie przyszłości. Właściwie to pobawię się ja, a was zapraszam do tego samego w komentarzu! Pytanie jest proste: jak daleko zajdą angielskie zespoły w LM i LE? Moje typy są takie:

  • Tottenham odpadnie z City, które zajdzie do finału
  • Liverpool przejdzie Porto, ale odpadnie z Barcą, która wygra wcześniej z United
  • Mój finał LM wygląda więc tak: City – Barca, stawiam na Katalończyków
  • Liga Europy: Arsenal odpada z Napoli, a Chelsea przegrywa  z drużyną Milika i Zielińskiego w finale

Zanim ktoś zarzuci mi stronniczość lub cokolwiek innego, to są to MOJE luźne predykcje. Zapraszam do Was do typowania w komentarzach pod postem, jeśli komuś uda się wytypować wszystko dobrze, to otrzyma nagrodę, oczywiście fizycznie otrzyma ją po sezonie. Zasady są proste. Typujemy jak daleko zajdą poszczególne angielskie drużyny W LIDZE MISTRZÓW.  A tu pomoc naukowa do konkursu:

                   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *