Co stało się z Piątkiem?

Piątek – dla jednych weekendu początek, dla innych One Season Wonder, dla kolejnych powód sobotniego kaca, a dla trenerów ostatnimi czasy, coraz częściej ktoś, kogo można posadzić na ławce. Co się wydarzyło na przestrzeni roku? Polscy kibice w znakomitej większości myślą jedno – Krzysztofie wróc!

Spektakularny początek

Prawie 2 lata temu, polski napastnik podpisał kontrakt z Genoą i zadziwiał wszystkich od pierwszych spotkań. Niecałe półtora roku temu, przeniósł się do Milanu i… wciąż strzelał! Chyba wszyscy to pamiętamy. Pierwsze 7 spotkań w barwach klubu z Genui w lidze? 9 bramek! W Milanie? Także świetnie – 6 trafień. W Hercie? Oszałamiające 1 trafienie… Oczywiście – każdy może mieć gorszy czas, czy nawet sezon. Piątek nie jest robotem. Poprzedni sezon był bardzo mocno powyżej tego, czego można się było spodziewać. Bardzo rzadko zdarzają się takie wyskoki nowych zawodników w najlepszych europejskich ligach. Każdemu polskiemu kibicowi, porównywanie byłego napastnika Milanu do Roberta Lewandowskiego, a nawet stawianie tego pierwszego ponad tym drugim działało mocno na wyobraźnię. Mało tego – chcieliśmy w to wierzyć! W sezonie 19/20 we wszystkich rozgrywkach zawodnik Herthy strzelił zaledwie 7 bramek w 28 rozegranych klubowych meczach. Mógłbym porównać jego poczynania z tego sezonu, do sezonu poprzedniego i wyszłoby to absurdalnie źle dla Polaka, ale nie w tym zbyt dużej logiki, bo tak niesamowitą serię, jak ta na początku kampanii 18/19, będzie ciężko powtórzyć. Nawet do reprezentacji, kolokwialnie mówiąc, wszedł z drzwiami, strzelając w sumie 4 bramki w Lidze Narodów i eliminacjach do EURO, od jesieni 2018 do czerwca 2019. Wracając – 7 goli w 28 spotkaniach, to wynik fatalny. Ciężko tutaj bronić Piątka, ale może powinniśmy?

via eldesmarque.com

Piłkarz wielu trenerów

Może powinniśmy bronić, bo reprezentant Polski grał w tym sezonie pod wodzą 5 różnych trenerów, a od początku przygody w Genui, liczba ta rośnie aż do 7! (Lub 6, jeśli nie liczymy Alexandra Nouriego, który był trenerem tymczasowym)! Milan to klub w kryzysie. Marco Giampaolo okazał się zdecydowanie nietrafionym ruchem (jak większość zarządu Rossonerich w ostatnim czasie). Stefano Pioli z początku tchnął ducha w zespół, ale na tym się właściwie skończyło. Szkoleniowiec Milanu, którego fryzura przypomina tę Zidane’a spowodował tylko stabilizację zespołu. Na fryzurze kończy się jego podobieństwo do francuskiego trenera Królewskich, bo Pioli furory w grze klubu nie wytworzył. Umówmy się – nikt od Włocha nie oczekiwał tyle, co od chociażby Giampaolo, który przychodził do Mediolanu jako ktoś, kto miał zmienić oblicze Rossonerich, spowodować, że dałoby się ich oglądać. Były trener Sampdorii stawiał na byłego gracza Genoi regularnie. Z Piolim bywało jednak różnie i znacznie gorzej dla Polaka. Wszystko zbiegło się w czasie ze spektakularnym powrotem Zlatana Ibrahimovicia, później rozkwitem formy Rebicia i… chyba urokiem osobistym Rafaela Leao, bo Portugalczyk, póki co może być uznany za transferowy niewypał. Piątek siedział na ławce. Nie przemawiały za nim argumenty czysto piłkarskie, więc nie można mieć też jakichś ogromnych pretensji do szkoleniowca zespołu. Ciężko też zrzucać wszystko na zmiany w taktyce. Po prostu – Polak napastnik nie jest i nie był w formie.

via acmilan.com.pl

Ratuj się kto może, czyli transfer do Herthy

Piątek miał oferty z ligi angielskiej. Potwierdzone jest, że była oferta z West Hamu, mówiło się także o Tottenhamie i Aston Villi. Ostatecznie padło na Berlin. Osobiście zdziwiłem się. Mówiono o drużynie ze stolicy Niemiec, jako ciekawym projekcie z aspiracjami na grę w Lidze Mistrzów w tym lub przyszłym sezonie. Jak wiadomo, w tym się na to nie zapowiada. Z jednego kryzysu do drugiego. Z Milanu do Herthy. Polak mówił, że do przeprowadzki akurat do Berlina, skłoniła go osoba Jurgena Klinsmanna. Były snajper Rossonerich zaczął bardzo słabo: 8 meczów, a w nich zaledwie 2 bramki. W międzyczasie, niemiecki szkoleniowiec przestał pełnić swoją funkcję. Istny „Milan Bundesligi”! Jego miejsce zajął Alexander Nouri, jego asystent, co było rozwiązaniem tymczasowym, a niedawno, na stałe zameldował się Bruno Labbadia. Niemiec jest znany z umiejętności budowania napastników, którzy pod jego wodzą poprawiają swoją skuteczność. Miał wprowadzić bardziej ofensywny futbol, futbol, na który dałoby się w końcu patrzeć. W pierwszym meczu po przerwie, gra berlińczyków wyglądała lepiej niż wcześniej, co zaowocowało zwycięstwem 3:0 nad Hoffenheim. Labbadia postawił w tym spotkaniu na doświadczonego, 35-letniego Vedada Ibisevicia, a Krzysztof Piątek wszedł na boisko dopiero w 79. minucie i nie wniósł zbyt wiele do gry swojej drużyny. Nie możemy jednak skreślać szans Polaka po 1 spotkaniu, zwłaszcza po 2-miesięcznej przerwie w rozgrywkach!

via eurosport.tvn24.pl

Nie skreślajmy Piątka! 

Ciężko jest coś obiektywnie stwierdzić po 8 spotkaniach w nowym otoczeniu, pod wodzą w sumie 3 trenerów. Nie dramatyzujmy, jeśli chodzi o przygodę w Hercie, bo ta się dopiero zaczyna. Nie tylko berliński epizod powoduje u niektórych chęć zgnojenia Polaka, bo przecież cały sezon ma lekko mówiąc bardzo słaby. Piątek nie znajdował się w obecnym sezonie, jak w poprzednim, nie zamienia każdego dotknięcia piłki na bramkę, można powiedzieć, że nie jest do końca sobą. Piątkomania z rozgrywek 18/19 przyzwyczaiła nas do czegoś innego – do niesamowitej skuteczności napastnika. Jesień w Mediolanie była fatalna, ale sam zespół nie mógł wypracować sytuacji bramkowych i mało akcji kończyło się trafieniem do siatki. Hertha miała podobny problem, który nowy szkoleniowiec może rozwiązać. Pamiętajmy, że napastnik żyje z podań. Szczególnie taka „9” z krwi i kości, jak Krzysztof Piątek. Polak ma naturalny instynkt w polu karnym i potrafi zdobywać bramki. Forma na pewno przyjdzie z czasem. Nie mówię o tak spektakularnej jak kiedyś, ale na pewno znacznie lepszej niż teraz. Nie skreślajmy tego zawodnika!

via www.francefootball.fr

Wychowanek Lechii Dzierżoniów będzie miał szansę na pokazanie swoich możliwości – o ile trener zdecyduje się na niego postawić – już w piątek 22. maja, w starciu z Unionem Berlin Rafała Gikiewicza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *